Globalne ocieplenie szybko postępuje! – najnowsze dane

Od wielu już lat mówi się o problemie globalnych zmian klimatycznych i spekuluje na temat ich przyczyn: wpływu człowieka na środowisko i skutkach tych zmian. W tym wpisie skupmy się na krótkiej analizie tego co mówią dane i co możemy zaobserwować.

Obraz Marion Wunder z Pixabay

Z danych zebranych w 2019 roku dotyczącej średniej globalnej temperatury wynika iż ten rok zapisał się jako drugi najcieplejszy w historii pomiarów. Dane zbierane są od połowy XIX wieku. Rekord należy do 2016. Niemal co roku słyszy się o nowych rekordach miesięcznych czy rocznych właśnie. Odchylenie od normy globalnej temperatury wyniosło w zeszłym roku około 1 st.C.

Źródło danych: NOAA

Optymiści twierdzą, że klimat zmieniał się wielokrotnie w geologicznej historii planety, że bywały okresy kiedy nie było żadnych lodowców na świecie jak i takie, kiedy cała planeta pokryta była lodem (dane oparte o badanie rdzeni lodowcowych, czy inne metody pozwalające stwierdzić jaki był klimat miliony lat temu). Tak więc wpływ człowieka na zmiany miałby być marginalny, a w większości jest to naturalny proces. Są też jednak silne teorie, że to człowiek odpowiada za te zmiany emisją gazów cieplarnianych gdzie CO2 nie jest najgroźniejszy. Przyczyn może być wiele jak wzrost aktywności słonecznej, zmiana orbity ziemskiej, czy nachylenia osi. Jednak przyjrzenie się poszczególnym okresom od 1850 roku, średnia względem średniej z lat 1951-1980 były ujemne, a następnie umiarkowane. Zmiany z dekady na dekadę były niewielkie. Natomiast to co się dzieje od lat 90. zeszłego wieku do teraz przynajmniej dla naszej cywilizacji powinno wzbudzać niepokój. Co dekadę padają kolejne rekordy, a największe z nich padały w latach minionej dekady (2010-2019)

Ocieplenie klimatu przynosi rozmaite anomalia pogodowe na świecie, zaburzając naturalne cykle przyrody, powodując różne klęski żywiołowe od susz po powodzie, silne dodatnie anomalia temperatury za kołem podbiegunowym, migracje zwierząt, chorób, coraz trudniejsze życie ludzi, zwłaszcza żyjących w krajach trzeciego świata czy ogólnie biednych z powodu ekstremalnych temperatur, powodzi, susz, pożarów. Ostatnio mówi się wiele o sytuacji w Australii. Warto pamiętać, że Australia ma klimat w większości suchy, zwrotnikowy i co roku w okresie od października do stycznia płonie tam busz. Rośliny są przystosowane do tego, zapewne część gatunków by się rozmnażać wymaga pożarów, które uwalniają nasiona ze skorup. Zapewne obecne pożary były jednymi z najgorszych w tamtejszym rejonie świata.

Źródło danych: wetterzentrale.de

W Polsce też obserwuje się istotne zmiany. Co prawda taka zima jak obecnie już się zdarzała wielokrotnie w zachodniej Polsce, na wschodzie może trochę w mniejszym stopniu. Szczególnie grudzień mocno się ocieplił w ostatniej dekadzie. Dlatego zapominamy powoli o tym, że w Boże Narodzenie potrafił być śnieg. Jednak wygląda na to, że w minionych dekadach po II wojnie światowej do końca zeszłego wieku było chłodniej niż obecnie. Przez pewien czas Polska nękana była powodziami, ale też suszami. Pamiętamy rok w którym Wisła niemal zupełnie wyschła, ale w mokrych latach mieliśmy także inwazje szkodników np. ślimaków. Szczególnie niepokojące jest jednak to co się dzieje od 2 lat, mniej więcej od lutego 2018, kiedy po raz ostatni przyszła fala solidnego mrozu “na sucho”, prosto z Rosji, po wcześniejszym, ciepłym i deszczowym okresie grudnia i stycznia, a w marcu spadł śnieg. Następnie wiosna i lato było najgorętsze od co najmniej 12 lat. Jesień była za ciepła, chociaż w 2019 w zimie sporo padał deszcz, a na wschodzie i w górach sporo śniegu. Jednak lato 2019 było też gorące. Rekord czerwca padł w województwie lubuskim. Następnie też było gorąco i ciepło i coraz mniej opadów.

Źródło danych: IMGW

Obecna zima jest znacznie bardziej sucha i już cieplejsza od zeszłorocznej. Jeśli trend się utrzyma i lato znów będzie gorące to czeka nas najgorsza susza zapewne od wielu lat. Szczególnie na zachodzie kraju sytuacja hydrologiczna jest zła, ale w innych regionach kraju także nie jest najlepiej. Od dwóch lat mamy ujemne sprzężenie zwrotne: deszczowe lub suche zimy, przez które nie zdoła się nagromadzić wilgoci dla podniesienia poziomu wód gruntowych i lato kiedy słońce dosłownie wypala roślinność. Sytuację też komplikują wiosenne kwietniowe i majowe przymrozki, które potrafią niespodziewanie zaatakować po ciepłej zimie potęgując straty. Cykl pór roku już od dawna w naszym kraju jest zaburzony. Szczególnie obecnie widzimy, że część dzikich kwiatów na łąkach jeszcze z zeszłego lata kwitnie, zaś krzewy i drzewka owocowe puszczają pąki. Przebiśniegi wschodzą za wcześnie, a ptaki w tzw. kluczach migrują to tu to tam. Nawet w górach śniegu mało, a w Karkonoszach tylko resztki, choć rok temu było go tam bardzo dużo.

Źródło danych: wetter3.de

Najnowsze prognozy także nie dają większych szans na poprawę sytuacji w postaci powrotu arktycznych mas powietrza do końca stycznia. Jednakże w ostatnich dniach pojawiały się nieśmiałe prognozy mówiące o tym, że pod koniec stycznia przyszedłby incydent zimowy, no ale właśnie byłby to i tak tylko incydent parudniowy, po czym w lutym dalej ciepło. Tak więc poważnej poprawy sytuacji póki co nie widać.

Comments are closed.