Majówka 2018 w Ustce i okolicach – Relacja Damian Zbieg

Tegoroczna długa majówka właśnie dobiegła końca. Czas więc na podsumowanie tego jak można było ją spędzić nad morzem, jakie zjawiska atmosferyczne nam towarzyszyły i jakie inne ciekawe wydarzenia miały miejsce. Zapraszamy do lektury tego długiego podsumowania, gdyż każdy dzień przyniósł niepowtarzalne wrażenia.

28 kwietnia

Po długim planowaniu majówki w Ustce u Mariusza (współautora strony meteo24.com.pl) wyjechałem z Żar z bratem w długą trasę. Pogoda była piękna. W godzinach wieczornych, po około 6 godzinach jazdy byliśmy już u celu. Zatrzymaliśmy się przed pensjonatem Fala, gdzie brat miał pokój z widokiem na morze.

Gdy już było ciemno zrobiliśmy mały spacer po plaży. Na niebie świecił księżyc, ozdobiony chmurami kłębiastymi, a w pewnym momencie w oddali rozpoczął się pokaz sztucznych ogni. Po tym pokazie ja z Mariuszem udaliśmy się do jego mieszkania, gdzie wspólnie analizowaliśmy prognozy na kolejne dni i gdzie miałem pokój.

29 kwietnia

Był to dzień z piękną pogodą, który wykorzystaliśmy na zwiedzanie Ustki i plażowe wędrówki. Popołudniu udaliśmy się lasem w kierunku wschodnim do osady Zapadłe, gdzie jest miejsce biwakowe. Urządziliśmy tam sobie ognisko, gdzie miło spędziliśmy czas. Panowała cisza i spokój.

Po ognisku mieliśmy w planach powrót, ale ścieżką wiodącą nad stromy klif, z którego był dobry widok na morze i zachodzące słońce. Tuż przed powrotem zauważyliśmy śmigłowiec, który przeleciał nad nami, po czym zawracał i tak kilka razy, stopniowo schodząc coraz niżej. Żartowałem, że pewnie gaśniczy. To był początek nietypowej sytuacji, która nam towarzyszyła przez następne kilkadziesiąt minut. O ciszy można było już zapomnieć. Następnie, gdy już szliśmy lasem śmigłowiec wielokrotnie przelatywał bardzo nisko nad drzewami, pewnie zaledwie parę metrów nad drzewami, głośno hałasując. Nie była to normalna sytuacja, więc Mariusz pytał się znajomych co się dzieje i wyszło na to, że był pożar lasu w okolicach Przewłoki, a śmigłowiec patrolował, czy ogień się nie rozprzestrzenia. Tak więc rzeczywiście był to śmigłowiec gaśniczy. Jednak żadnego dymu, ani ognia nie widzieliśmy. Gdy doszliśmy na klif widzieliśmy jeszcze jeden śmigłowiec, a potem doszły do tego jeszcze dwa samoloty, płatowce lecące równie nisko. Udało się zaobserwować przelatujący samolot na tle morza, zachodzącego słońca, na naszej wysokości. Cóż to był za widok!

W końcu nastał spokój, a my mogliśmy cieszyć się pięknym zachodem słońca, któremu towarzyszyło zjawisko halo w postaci słońc pobocznych.

Wracaliśmy wzdłuż wysokiego klifu, który raz stromo się wznosił, innym razem stromo opadał, gdyż powstał on na wcześniej istniejącej wydmie. Uniemożliwiał zejście na plażę. W końcu jednak natrafiliśmy na dość niski brzeg i łagodne zejście na plażę. Był już wieczór, a my byliśmy może 2 km od Ustki i nie było żadnych schodów w naszej okolicy, by nimi zejść na plażę.

W końcu szliśmy plażą i zobaczyliśmy ludzi puszczających lampion chiński, który nie chciał wzlecieć, ale w końcu mu się to udało. Następnie powróciłem z Mariuszem do jego mieszkania, a brat do pensjonatu.

30 kwietnia

Był to jeden z tych dni, na który ja z Mariuszem czekaliśmy, w związku z prognozowanymi burzami. Pierwsze zwiastuny pogorszenia pogody pojawiły się już rano, kiedy to nad Ustką zawisła ławica chmur kłębiastych, rozwijających się z tzw. konwekcji uniesionej. Ławica tych chmur wędrowała nad morze, gdzie uformowała się pierwsza komórka burzowa.

 

Następne parę godzin były jeszcze pogodne, Czas trzeba było wykorzystać na plażowanie, więc udałem się z Mariuszem na plażę. W oddali nad morzem doskonale było widać chmurę burzową, stopniowo niknącą w zamgleniu. Odczuć się dało silniejsze porywy wiatru, który unosił ziarenka piasku. Moją uwagę zwróciło ciekawe zjawisko na morzu, prawdopodobnie miraż górny, który dawał efekt, który określiłbym jako podwójnego horyzontu. Wcześniej ani później już tego nie było widać. Nad horyzontem po prostu był taki ciemniejszy pas, jakby szerszy patrząc w kierunku otwartego morza, zwężający się w kierunku brzegu.

Po tej obserwacji postanowiłem sobie pobiegać trochę, najpierw w stronę mola, a następnie w przeciwną, aż do około 3 km od Ustki, więc niezbyt wiele, bo zatrzymywałem się przy ciekawych formacjach, jakie woda morska tworzyła na plaży, mianowicie małe jeziorka, strumienie i rzeczki pięknie falujące, pełne życia w promieniach słońca.

Od strony klifu także ciekawe formacje dało się zaobserwować. Ze ściany klifu kapała woda, która następnie strumykami wypływała na plażę, rozgałęziając się. Wyglądało to bardzo efektownie, tym bardziej, że w wodzie tej wytrącał się rdzawy osad, który uwidoczniał koryta tych strumyków. Miejscami obok tych form dało się zaobserwować dziwny różowy piasek, który miał elementy odbijające światło jak brokat. To był bardzo podobny piasek do tego, jaki używa się w pamiątkowych ramkach.

 

W końcu wróciłem z plaży na obiad do Mariusza. W międzyczasie monitorowaliśmy sytuację pogodową nad Polską, gdzie już coraz więcej chmur konwekcyjnych się pojawiało. Także nad Ustką coraz więcej i więcej chmur kłębiastych było widać. Po obiedzie zabrałem sprzęt do fotografowania i powróciliśmy na plażę. Wokół było już sporo mocno wypiętrzonych cumulusów congestusów i pojawiły się już w oddali pierwsze chmury cumulonimbus. Powietrze było bardzo parne, wiał dość mocny wiatr, a temperatura wzrosła do prawie 28 st!

Będąc na plaży miało się doskonały widok na chmury burzowe wchodzące nad morze, które przybierały postać początkowo od rozwiniętych kalafiorów po piękne kowadła, które świadczyły o tym, że chmury mocno się wypiętrzyły, aż do tropopauzy. Piękne kowadła i tempo w jakim się tworzyły świadczyły o bardzo silnej konwekcji, z jaką mieliśmy do czynienia. Burze jednak w większości przechodziły bokiem lub były w fazie formowania się. Widzieliśmy tylko piękne smugi opadowe i słyszeliśmy odległe grzmoty. Chwilę posiedzieliśmy pod wiatą smażalni Fala, bo padał słaby deszcz, który szybko ustał. W końcu jedna z komórek zbliżała się do nas od strony miejscowości Wodnica. Mimo wytworzenia pięknego kowadła i posiadania okazałej kurtyny opadowej długo nie dawała wyładowań. Udałem się więc z Mariuszem w kierunku mola. Komórka szybko się zbliżała, więc trzeba było znaleźć jakieś schronienie. Była nim niewielka budka z lodami i napojami, z której był piękny widok na port, kładkę i molo (zaznaczona strzałką na drugim zdjęciu).

 

Kurtyna opadowa minęła nas może niecały kilometr, a nad nami przez chwilę padał deszcz grubymi kroplami. Włączyłem aparat w tryb nagrywania filmu. Był to dla mnie moment grozy, gdyż w każdej chwili bardzo blisko mógł uderzyć piorun. Grozy dodał jeszcze sygnał kładki, która właśnie się otwierała, (bo co godzinę się otwiera, a wybijała właśnie 17:00) Sygnał ten brzmiał jak alarm ostrzegający przed burzą. W końcu strefa najsilniejszych opadów nieco się oddaliła. Włączyłem aparat na kolejny film. Wtedy uderzył pierwszy piorun, w odległości około kilometra, może nieco dalej. Po 3 sekundach piękny grzmot, ale nie trzask. Po pół minuty kolejny piorun już trochę dalej, a następnie trzeci na wprost od mola. Coś niesamowitego! Burza wygenerowała tylko trzy widowiskowe pioruny, a radości było co nie miara! Oczywiście wszystkie trzy udało mi się zarejestrować. Następnie bowiem burza oddalała się już nad morze i nie było widać kolejnych uderzeń tylko błyski. W końcu wracałem z Mariuszem do jego mieszkania. Jeszcze tylko rzut okiem na kolejne piękne, masywne kowadło z tej oddalającej się burzy. Wytworzyło ono zjawisko mamma.

Na ironię zakrawa fakt, że te burze, które nad lądem dopiero się formowały nad zimnym morzem nabierały mocy, tworząc ostatecznie bardzo aktywny i rozległy układ wielokomórkowy, który wędrował przez część Bałtyku w kierunku Łotwy i Estonii także wieczorem i w nocy. Tymczasem nad Ustką zerwał się silny wiatr z zachodu, już znacznie chłodniejszy. Na plaży zrobiło się nieprzyjemnie. Tak zakończył się pierwszy z dwóch majówkowych akcentów burzowych.

01. maja

Tego dnia pogoda była dość dobra, ale w godzinach porannych dominowały chmury, z których przelotnie padał deszcz. Efektownie nasunęła się jedna strefa słabych opadów, na czele której dało się zauważyć zarysy jakby chmury shelfowej mimo iż nie była to pozostałość po burzach. Następnie się rozpogadzało. Na niebie było sporo fotogenicznych chmur piętra średniego, układających się w fale, soczewki, czy kłębiaste wypustki, oraz nieco zwykłych cumulusów. Te chmury świadczyły jeszcze o niestabilności i turbulencjach w troposferze ponad nami, lecz już nie zwiastowały burz.

Popołudnie i wieczór spędziliśmy na działce u Mariusza, gdzie pomogłem mu kosić trawniki. Był tam także brat i dobrze spędziliśmy czas. Następnie przeniosłem się z Mariuszem jeszcze na posesję właściciela pensjonatu fala, gdzie także pomagałem przy koszeniu, brat tymczasem wrócił do pensjonatu.

02. maja

To był dzień, na który ja czekałem z niecierpliwością, gdyż zaplanowaliśmy wyjazd na Wydmę Czołpińską (teren Słowińskiego Parku Narodowego). Wiatr uformował tam rozległe wydmy, które pokrywają obszar wielu km. kwadratowych. Pojechaliśmy tam samochodem brata niedługo po śniadaniu, kiedy pogoda najbardziej dopisywała. Po przejściu odcinka leśnego nagle las zanikał, a zamiast tego pojawiały się masy piasku. Roślinność była skąpa. Tylko gdzieniegdzie drzewa, krzaki, trawy. Krajobraz ze znanego w naszym klimacie zmienił się nagle w krajobraz przypominający półpustynię, lub nawet pustynię piaszczystą. Przeszliśmy przez ten obszar szlakiem czerwonym, który przecinał wydmę przez jej środek. Raz szło się pod górę, a raz były strome zejścia i tak kilka razy nim zbliżyliśmy się do plaży. Za nim jednak do niej doszliśmy jeszcze kawałek trzeba było iść lasem. W końcu wyłoniła się plaża szeroka, bez większych modyfikacji czynionych przez ludzi, na której leżały liczne obtoczone kamyki.

Postanowiliśmy zostawić tam swój ślad, układając z tych kamyków napis „meteo24” Zajęło nam to trochę czasu, ale cel został osiągnięty. Po zrobieniu serii zdjęć powoli wracaliśmy przez wydmę na parking. Niebo zaczynało się już chmurzyć, ale nie padało. Po powrocie zjedliśmy dorsza w smażalni ryb Fala. Tak upłynął półmetek majówki.

Po powrocie ze smażalni i kolacji rozpoczęło się nocne czuwanie, jakie ja z Mariuszem prowadziliśmy przed kolejnymi burzami, które znad województwa lubuskiego i zachodniopomorskiego wędrowały powoli w kierunku Pomorza i Ustki. Burze mocno aktywne były w nocy, a jedna z nich okazała się najbardziej okazała, tworząc rozległą linię nad Pomorzem Zachodnim.

03. maja

Po niemal całej nocy cierpliwie spędzonej przed monitorem komputera osłabione burze zbliżały się do naszej lokalizacji. Niebo się zachmurzyło i zaczął padać deszcz. Z czasem pojawiały się sporadyczne błyski, które były coraz jaśniejsze i jaśniejsze. W końcu po godzinie 03:00 zaczęło grzmieć. Padał deszcz, a wyładowania były rzadkie. Zdawało się, że nici z obserwacji terenowej, gdyż burza była w fazie zaniku. Obserwowaliśmy więc jeszcze z mieszkania. Widok był dość dobry, gdyż mieszkanie było na 4. tym piętrze. Błyskało się już nad nami, co nawet udało się złapać w kadr. Grzmoty były wyraźne.

Kiedy detektor pokazał wyładowania nad Bałtykiem i kolejne jeszcze na lądzie postanowiliśmy iść nad morze, pod wiatę pensjonatu Fala ok. 500 metrów przez miasto. Szliśmy szybko, lał deszcz, z rzadka piękne wyładowania rozświetlały niebo. Nie mieliśmy na sobie ani płaszczy przeciwdeszczowych, ani parasola. W końcu kiedy znaleźliśmy się u celu szybko wyjąłem aparat i statyw rozpoczynając kręcenie filmu. Trzeba się było uzbroić w cierpliwość, bo aktywność elektryczna była niska. Jednak ponownie cierpliwość się opłaciła i w kadr wpadł piękny piorun, uderzający w morze, po którym rozległ się potężny grzmot jak muzyka dla łowcy. Było także kilka innych błysków i pięknych grzmotów. W końcu po wszystkim wróciliśmy do mieszkania odpocząć.

Popołudniu wybraliśmy się na plażę zachodnią podziwiać zachód słońca, na którą dostać się można przez kładkę, lub idąc dłuższą drogą przez most kolejowy. Poszliśmy tą drugą trasą, bo kładka była zamknięta. Po drodze już na zachodniej stronie trafiliśmy na ciekawe graffiti. To się dopiero nazywa zbieg okoliczności. Autor tego dzieła trafił przekazem idealnie w nasze zainteresowania.

W końcu weszliśmy na molo. Starałem się uchwycić zachód słońca, lecz szybko okazało się, że lustrzanka ma rozładowany akumulator. Pozostało więc uwiecznianie telefonem, lecz nie robił on ta dobrych zdjęć. Wiał zimny wiatr od morza wzburzający dość duże fale, więc wróciliśmy na plażę i stamtąd uchwyciłem parę ujęć, które na lustrzance mogły wyglądać niesamowicie. Następnie wróciliśmy do mieszkania.

 

04.maja

I nastał ostatni dzień pobytu. Tego dnia kupiłem trochę pamiątek, w tym parę interesujących mnie muszelek. Zwiedzaliśmy także miasto. Po obiedzie poszliśmy na najdłuższy spacer. Najpierw poszliśmy na plażę, gdzie ułożyliśmy napis dla kolegów łowców burz z województwa lubuskiego, których także jestem członkiem, a następnie wracaliśmy z zamiarem podziwiania ostatniego zachodu nad morzem.

Pogoda wciąż dopisywała. Nim nadszedł zachód przystanęliśmy na promenadzie, gdzie mogliśmy popatrzeć na powstający portret, a nad głowami przelatywały motolotnie. W końcu udaliśmy się ponownie na molo i fotografowałem ten zachód już lustrzanką, która miała naładowany akumulator. Zachodowi ponownie towarzyszyły zjawiska optyczne w postaci słońca pobocznego. Najciekawsze były ostatnie chwile zachodzącego „tonącego w morzu” słońca, które w ostatniej sekundzie wysłało zielony błysk. Był on bardzo dobrze widoczny, lecz trudny do uchwycenia. Kilkadziesiąt minut później można było jeszcze podziwiać jasny obszar na chmurze nad słońcem, będący fragmentem słupa świetlnego.

Warto wspomnieć także o tym, że przez cały pobyt można było obserwować wymianę starych drewnianych pali falochronów na nowe. Specjalna maszyna wbijała pojedynczo kolejne bele długie na parę metrów głęboko w piasek.

05.maja

Tego dnia pożegnałem się z Ustką i z bratem popołudniu wybraliśmy się w drogę powrotną do Żar. Tak upłynął mój najdłuższy od wielu lat pobyt nad morzem.

Dodaj komentarz